Następnego dnia, wstałam ok. godziny 06:30. Zazwyczaj tak wstaję, gdy idę do szkoły. Na 08:00 zaczynają mi się lekcje, więc poszłam do łazienki, zrobiłam swoje, w sensie umyłam się, zrobiłam szybki make-up, i tak dalej. Ubrana i w ogóle ogarnięta już praktycznie do wyjścia zeszłam na dół, na śniadanie. Tam dziwnym trafem był tam mój tata z moją mamą.
- Hej wam - powiedziałam ze zdziwieniem. Podeszłam do nich i dałam im po buziaku w policzek. - Tato, a ty nie w pracy?
- Nie - powiedział ze smutkiem. Popił kawę. - Właśnie, musimy ci coś powiedzieć.
- No słucham. - powiedziałam pełna humoru i uśmiechu na twarzy siedziałam wyprostowana i czekałam na odpowiedź, myśląc, że w końcu powiedzą mi to nad czy zastanawiałam się całą noc.
- Kochanie, tylko obiecaj, że nie będziesz zła. - powiedział ze smutkiem tata.
- Dobrze, obiecuje. - szybko odpowiedziałam.
- Straciłem pracę - szybko, niewyraźnie powiedział sobie pod nosem.
Mój uśmiech od razu znikną z twarzy.
- Jak to? Czy ja w ogóle dobrze słyszałam? Straciłeś pracę?
- Tak.
- Tylko ty nas utrzymowałeś. Mama nie pracuje, ja też nie i teraz jeszcze ty?
- Obiecałaś, że nie będziesz zła.
- Ale ja wcale nie jestem - powiedziałam z kpiną.
- Więęęc, mamy z mamą dla ciebie wiadomość, że musimy jechać razem wszyscy do innego kraju, żeby zarobić trochę pieniędzy.
- A dokładnie gdzie?
- Do Irlandii, do Mulingar.
- Aha, spoko.. - powiedziałam i bez śniadania ruszyłam w drogę do szkoły.
Po drodze spotkałam Justin'a.
- Hej - powiedział do mnie całując mnie w policzek - co tam skarbeńku?
- Nic - powiedziałam i szłam dalej jakby go tam wcale nie było, a przecież był.
- Co ty taka nerwowa dzisiaj?
- Bo mój tata stracił pracę i mamy się przeprowadzić do Irlandi.
- Co? Chyba nie.
- Naprawde, ale wcale nie chcę tam jechać, ale muszę. Przykro mi.
- Mi też.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz