25 marca, 2014

Rozdział 5. (Imagin o Niall'u).

Na kolacji z Niall'em było tak zaczepiście, że normalnie nie mogę. Nawet nie wiedziałam, że on ma aż tak dużo zainteresowań, i że w ogóle śpiewa. Po zjedzeniu kolacji poszliśmy do mnie do domu. Nawet nie wiedziałam gdzie są dziewczyny. Było już bardzo późno, więc nie dziwiłam się, że ich już nie ma. Po powrocie do domu śmieliśmy się z Niall'em, bo opowiadaliśmy sobie kawały. Obiął mnie ramieniem.
- Dziecko, gdzieś ty była? - spytała od razu moja mama i mnie przytuliła - tak się martwiłam.
Niall'owi popłynęła jedna łezka wzdłuż policzka.
- Mamuś, nie musiałaś się martwić, byłam cały czas z chłopakiem, który mnie chronił.
- Chłopakiem, który płacze?
- Ja bardzo przepraszam, proszę pani - próbował wytłumaczyć się przed moją mamą Niall.
- Tak, tak ile razy ja już to słyszałam. Proszę wejdź Niall.
- Dziękuję - odpowiedział chłopak, którego natychmiast po wejściu do domu wzięłam zdala od rodziców na słówko.
- Niall? - spytałam
-  Tak, kochanie? - odpowiedział nadal płacząc.
- Co sie stało?
- Nic, po prostu zazdroszcze ci twojej rodziny.
- Co? Czemu?
- No, bo... moja mama się mną w ogóle nie przejmuje, a mój tata odszedł od nas, gdy miałem 4 lata. A twoi rodzice wydają się tacy... zupełnie inni niż moi. Tacy.. lepsi.
-  Taaa, pozory mylą. Chciałabym mieć idealnych rodziców.
- Już masz.
- Wcale, że nie. Oni są po postu troskliwi... aż za bardzo. - ja też się rozpłakałam. Wpadliśmy sobie w ramiona i zaczęliśmy mocno szlochać.
- Co wam się stało, dzieci?- spytała moja mama i podeszła do nas. Położyła swoją rękę na moich plecach. Szybko się ogarneliśmy z Niall'em.
- Nic mamusiu! - powiedziałam.
- To skąd te łzy?
- To ze szczęścia. Dostałam dzisiaj szóstkę z matematyki.
- Ohhh, to super kochanie. Jak tak dalej pójdzie to zastanowimy się z ojcem, czy nie kupić ci tego nowego telefonu.
- Okej, dziękuję - powiedziałam z zaskoczeniem.
- Kochani, chodźcie szybko. Znalazłem w końcu tego Harr'ego Pottera. - powiedział tata, który siedział w salonie i przeglądał płyty.
Poszliśmy oglądać film. Poszliśmy z Niallem po popcorn, usiedliśmy wszyscy i zaczęliśmy oglądać.
Po skończeniu filmu Niall już spał na moich kolanach przykryty moim różowym kocykiem. Dziewczyny były na górze i gadały z kimś przez skayp'a, wiem bo poszłam do nich na chwilę. Zaraz po tym jak wróciłam z góry usłyszałam, że do kogoś przyszedł SMS, okazało się, że to do Niall'a. Była to jego mama i napisała " Niall, gdzie ty jesteś? Wracaj mi w tej chwili szybko do domu! ". Odpisałam jej jako on. Napisałam po irlandzku " Mamo, nocuje dzisiaj u kolegi. Bądź spokojna i nie martw się mną, dobranoc, buziaczki pa. ". Po napisaniu tego SMS'a zauważyłam, że moich rodziców już nie ma, a nie chciało mi się iść na górę do swojego pokoju, więc wsunęłam się pod koc do Niall'a i zasnęłam.


_________________________________________________________________________________


CZYTASZ=KOMENTUJESZ

Hej! I jak się podoba, może w sobotę dodam następną część. W ogóle to bardzo was przepraszam, że nie wchodziłam tak długo i , że nie dodałam imagina w sobotę, ale komputer mi się zespół. Obiecuję, że od teraz będę cały czas z wami. I jeszcze raz przepraszam.


/ Horanowa

15 marca, 2014

Rozdział 2. (imagin o Harrym)

PRZECZYTAJCIE NOTKĘ POD ROZDZIAŁEM!!! MIŁEGO CZYTANIA. :)






Obudziłam się bardzo wcześnie, bo o 8. W wakacje lub w weekendy wstawałam około 10, więc to jest mój rekord! Bardzo brawo dla mnie. Zerwałam się z łóżka, wzięłam ciuchy z szafy i poszłam wziąć poranny prysznic. 


Weszłam do łazienki, zamknęłam się na klucz i zaczęłam ściągać z siebie pidżamę. Gdy już byłam całkiem naga, weszłam do kabiny i puściłam ciepłą wodę, która spływała po moim ciele, przyprawiając mnie o dreszcz. Kiedy skończyłam owinęłam się ręcznikiem i wytarłam mokre ciało. Założyłam wcześniej przygotowane ubrania, poszłam do pokoju, wzięłam kosmetyki i wróciłam z powrotem do łazienki umalować się. Nałożyłam trochę podkładu i lekko pociągnęłam rzęsy tuszem. Gdy to zrobiłam uczesałam z brzegu głowy warkocz.

 Kiedy skończyłam zegar wybił godzine 10.
- "Wow. Jaka ja szybka." - pomyslałam i zaśmiałam się sama do siebie. Zeszłam na dół, aby cos przekąsić.
- Dzień dobry. - powiedziałam do moich rodziców i ucałowałam ich w policzek.
- Dzień dobry córeczko. Jak się spało? - zapytała z troską mama.
- Hmm... Nawet dobrze. Na razie nie narzekam. - zasmiałam się. Podeszłam do lodówki i wyciągnęłam jogurt danone gratka do picia o smaku truskawkowym. Mniam!








- Słoneczko, a może pójdziesz się dzisiaj zapisać do szkoły? - zapytał tata.
- Hmmm... No w sumie mogę. - odparłam.
- Od razu pozwiedzasz. - zaśmiała się mama.
- Prawda! - uśmiechnęłam się. - A kiedy macie do pracy? I w ogóle jaką pracę znaleźliście? - zapytałam.
- Ja zaczynam od jutro jako policjant. - powiedział tata.
- A ja od dzisiaj. Pracuję w banku. - powiedziała mama. - Za 2 godziny muszę tam być.
- No to ja pójdę zwiedzać, a później się zapiszę, oki?
- Dobrze, tylko uważaj córeczko.
- Dobrze mamusiu. Pa - odrzekłam.
Założyłam baletki i wyszłam. Poszłam najpierw w lewą stronę. Mijałam za sobą różne budynki i drzewa. Naglę zauważyłam most i rzeczkę. Weszłam na ten most i wpatrywałam się w wodę, gdzie pływały ryby. Postałam tam chwilkę i zawróciłam, idąc w drugą stronę. Mijałam budynki, restauracje i szkołę. Wyjęłam z kieszeni telefon i zobaczyłam godzinę. Była 12:30.
- Czas się zapisać. - powiedziałam sobie pod nosem.
Ruszyłam do bardzo dużego budynku.


Weszłam do środka i zobaczyłam, że wszyscy chodzą po wielki korytarzu. Można się domyślić, że jest przerwa. Przemierzając korytarz w stronę drzwi od sekretariatu, wszyscy mierzyli mnie wzrokiem. W końcu dotarłam do pokoju zwanego sekretariatem. Zapukałam.
- Proszę! - odezwał się wysoki głos kobiety po drugiej stronie
drzwi.
- Dzień dobry, jestem Alice Johnson i chciałabym się zapisać do tej szkoły. - powiedziałam na jednym tchu.
Zauważyłam jakiegoś chłopaka w kręconych, brazowych włosach, któ Przyglądał mi się bardzo dokładnie. To za mało powiedziane. On pożerał mnie wzrokiem. Spojrzałam się na niego krzywo, na co on się zaśmiał. Co było z nim nie tak?
Z przemyśleń o tym loczku wyrwał głos pani sekretarki.
- Hmm... Więc tak. Panna Johnson Alice. Lat? Gdzie mieszka?
- 17 lat i aktualnie mieszkam w Holmes Chapel.
- Aktualnie? - zapytała.
- Tak. Przeprowadziłam się z Polski tutaj.
- Z Polski powiadasz? - zapytał chłopak.
- Tak, z Polski. Głuchy jestes, czy co?
Co za palant. Znowu zaczął się śmiać. Co go tak do cholery śmieszy?!
- Będziesz chodziła do klasy 3B, może być? - zapytała sekretarka.
- Może być. - odpowiedziałam, na co znowu loczek się śmiał. - Z czego się śmiejesz? Dobrze się czujesz? - zwróciłam się do chłopaka.
- Z niczego i tak. Jak najbardziej. - uśmiechnął się. Ehh.. Koleś mnie już mocno wkurzył.
- Proszę, tu jest plan lekcji. W poniedziałek zaczynasz. - powiedziała starsza kobieta.
- Dziękuje. A kiedy się lekcje zaczynają? - zapytałam.
- O 8 się zaczynają, a 14:15 kończą. Masz jeszcze jakieś pytania, Alice?
- Nie, to wszystko. Dziękuje. Do widzenia. - powiedziałam i się odwróciłam w stronę drzwi.
- Do widzenia. - odrzekła pani.
Kiedy wyszłam z sekretariatu ktoś złapał mnie za nadgarstek.
- Ała, puszczaj! To boli! - krzyknęłam.
- Gdzieś się wybierasz piękna? - zapytałzielonooki chłopak.
- Do domu i gówno cie to obchodzi!
- Ojj... Niegrzeczna. Lubię takie. - zaśmiał się.
- Puszczaj albo zadzwonię na policję!
- Psami mnie nie nastraszysz.
Miałam tego dość. Złapałam go za drugi nadgarstek i wykręciłam mu rękę do tyłu.
- Teraz role się odwróciły. Ha ha ha. - zaśmiałam się.
- Ojj... Nie wiesz co robisz mała suko.
- Ojj... Wiem, co robię. Wykręcam ci rękę.
- Nie wiesz, z kim zadzierasz...
- To ty nie wiesz z kim zadzierasz! Mój ojciec jest policjantem. W Polsce chodziłam do jego pracy i się uczyłam strzelać z broni i się obronić przed kimś. Ahh... Zapomniałabym... Chodziłam jeszcze na karate, więc uważaj, loczek.
Puściłam jego rękę, a on się odwrócił i usmiechnął się do mnie.
- To jeszcze nie koniec. Do zobaczenia, Alice.
Wyszłam najszybciej jak mogłam z tej szkoły.














_____________________________________________________________________________

Oto rozdział 2! :) Jak myslicie, co "Loczek" chce zrobić Alice? Chyba się nieźle się zapowiada, co nie?
PROSZĘ WAS: JEŚLI NIE KOMENTUJECIE TO PRZYNAJMNIEJ ZAGŁOSUJCIE W SONDZIE NA GÓRZE, PO LEWEJ STRONIE!
Dla Was to nie całe 30 sekund, a dla nas wena do pisania.
I przepraszam, że tak późno, ale nie miałam jakoś weny i się rozchorowałam w tym tygodniu... :/
Mam nadzieję, że się podoba. :)
/Pezz x

Rozdział 4. (imagin o Niallu)

Całą drogę płakałam, albo spałam. Ciężko mi było znieść tę rozłąkę z Jus'em. No trudno, trzeba, to trzeba.
Dojechaliśmy.
- To jest nasz dom? - Zapytałam rodziców od razu po tym jak zatrzymaliśmy się przy strasznie pięknej willi z basenem.
- Tak, to nasze - odpowiedział tata odpinając pasy.
- O jezu! Będziemy w tym mieszkać 3 lata?! - spytała Megan.
- Tak - powiedziała mama.
- Iiiiiippp... - piszczałyśmy sobie w twarze z Megan, trzymając się za dłonie i tupiąc nogami. Później się przytuliłyśmy nie przestawając tupać. Już zapomniałam o Justinie.
Wysiedliśmy z samochodu, rozprostowaliśmy nogi, wyciągnęliśmy bagaże z bagażnika i podziękowaliśmy moim rodzicom.
- Dzięki mamciu, dzięki tatku. - powiedziałam przytulając rodziców.
- Bardzo państwu dziękuję za przygarnięcie mnie do siebie. - powiedziała Megan przytulając ich i jak na nią bardzo poważnie. Widziałam na jej twarzy, że nie może powstrzymać śmiechu.
- Dobra, wyluzuj się. - powiedziałam do niej.
Pękła śmiechem, ale jak już się uspokoiła, po chwili powiedziała i się uśmiechnęła:
- Dziękuje.
- Nie ma za co skarbeńki.- powiedziała moja mama. - chodźmy do środka się rozpakować.
Wzięliśmy z Megan po 3 bardzo duże  walizki na kółkach. Moje miały kolory: różowy, ciemno niebieski i jasno zielony, a Megan fioletowy, czarny i żółty. Weszliśmy do domu. Po prawej stronie wejścia była ogromna kuchnia połączona z wielgachnym salonem. Po lewej stronie była łazienka tak duża jak mój ostatni pokój. Był jeszcze pokój gościnny, też wielki. Na górze były 3 wielgachne pokoje i łazienka. Jeden pokój był mój, jeden Megan a jeden rodziców. W sumie nawet się cieszyłam, że przyjechaliśmy. Każdy poszedł do swojego pokoju się rozpakowywać. Po trzech godzinach każdy był już obrobiony.
- Mamo, nie daleko gdzieś jest tu jakaś restauracja, bo jestem strasznie głodna. - spytałam.
- Jest. Trzeba przejść do niej tylko pół kilometra. - odpowiedziała szybko.
- No to na co jeszcze czekamy ruszamy.
- Ja z tatą zostaniemy. Idźcie we trójkę.
- A skąd my możemy wiedzieć gdzie to jest?
- Na pewno to znajdziecie, taka czerwona, nazywa się " Nando's ".
- Aha, okej, jak coś, to podpytamy kogoś na ulicy.
Wyszłyśmy. Ja, Megan i Olivia. Idąc przez tą drogę byłam trochę oddalona od dziewczyn i zagapiona w telefon.Uderzyłam w coś, lub kogoś.
- Ałłł - powiedziałam i pomasowałam się po głowie, po spotkaniu z inną osobą głowami.
- Nic ci się nie stało? - spytał ktoś. Podniosłam głowę.
- Nie, nic, dziękuję, że pytasz. A tobie się nic nie stało? - zapytałam oczywiście po Irlandzku.
- Nie. Gdzie się wybierasz tak sama?
- Do restauracji " Nando's ", a ty?
- Serio? Ja właśnie z niej wracam. Lubisz tam chodzić?
- Nie wiem, nigdy tam nie byłam, jestem tu pierwszy dzień.
- Jak chcesz to Cię zaprowadzę. A w ogóle to jestem Niall.
- Jestem Alex.- podaliśmy sobie ręce- Nie musisz mnie prowadzić. Jestem tu z moją siostrą i moją przyjaciółką. - wskazałam palcem tam gdzie przed chwilą stały dziewczyny, ale ich nie było. Spojrzał się tam.
- Jakoś tam nikogo nie widzę. - odparł z kpiną.
- YYyyy, one tam przed chwilą..
Nie dał mi dokończyć tylko położył swój palec na moje usta. Spojrzałam się na niego i od razu podniosłam wzrok na oczy chłopaka.
- Pozwól, że cię tam zaprowadzę.
Wzruszyłam ramionami.
- Już i tak wszystko mi jedno.


_________________________________________________________________________________


I jak?? Wiecie gdzie się dodaje komentarz, prawda? ;)

/ Horanowa

08 marca, 2014

Rozdział 3. (imagin o Niallu)

Gdy już doszłam do szkoły, moja przyjaciółka podeszła do mnie i powiedziała:
- Hej, smutasku, co tam i czemu smutasz?
- Bo się przeprowadzam. - odpowiedziałam.
- Gdzie? Po co?
- Właśnie, nie spytałem, po co. - włączył się do naszej rozmowy Justin.
- No, bo mój tata stracił pracę i musimy wyjechać do Irlandii, żeby trochę zarobić.
- Aha.. - powiedziała Megan.
- Poczekajcie chwilę. - powiedziałam, wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam do taty.
- Hej tatusiu. - powiedziałam.
- Co chcesz?! - zapytał od razu.
- W ogóle kiedy my wyjeżdżamy?
- Za jakieś 3 godziny.
Moja twarz zbladła. Byłam bardzo smutna.
- Co? - powiedziałam po dłuższej chwili.
- No, pożegnaj się z przyjaciółmi i przyjdź do domu się spakować.
- Chwilę, a na ile my w ogóle jedziemy?
- Na 3 lata.
- Co? 3 lata bez przyjaciół, bez nikogo?
- Na to wygląda.
- A mogę zabrać ze sobą też Megan i Justin'a? Proszę!
- Pewnie, jak ich rodzice się zgodzą. I jak są dobrzy z angielskiego.
- Okej, dobra pa. - rozłączyłam się.
 - Mam dla was dobrą wiadomość - powiedziałam - wyjeżdżam za 3 godziny.
- A gdzie dobra wiadomość? - spytał Justin.
- A no tak, możecie jechać ze mną jak wasi rodzice się zgodzą i jak umiecie angielski.
- Super, to biegiem się zapytać. - powiedziała Megan.
Poszliśmy najpierw wszyscy do domu Megan, jej mama się zgodziła.
Później do Justin'a. Z jego mamą gorzej, bo się nie zgodziła. Byliśmy smutni, ale co, trzeba coś zrobić, niestety na marne.
Poszłam z Megan do mnie spakowałyśmy mnie, potem poszliśmy do niej i zrobiliśmy z jej rzeczami to samo.
Poszłam się pożegnać z Justin'em.
- Już jadę. - powiedziałam.
- Pa kochana. Nie zapomnij o mnie i dzwoń codziennie, dobrze?
- Dobrze!
Przytulił mnie, pocałował i poszłam do domu.
- Już wszystkie bagaże w samochodzie. - powiedziała mama - Olivka,szybcie, bo nie zdązysz.
Jechaliśmy samochodem 9-osobowym więc się wszyscy na spokojnie zmieściliśmy.
- Szkoda mi Justin'a. - powiedziała Megan kładąc mi swoją głowę na kolana.
- Mi też - odpowiedziałam. Jedna łezka popłynęła mi wzdłuż policzka.

_________________________________________________________________________________

I jak?? Tak jak to Iza napisała: czytasz = komentujesz. Oceń nas.
Następny już w krótce.

/ Horanowa


03 marca, 2014

Rozdział 2. (imagin o Niallu)

Następnego dnia, wstałam ok. godziny 06:30. Zazwyczaj tak wstaję, gdy idę do szkoły. Na 08:00 zaczynają mi się lekcje, więc poszłam do łazienki, zrobiłam swoje, w sensie umyłam się, zrobiłam szybki make-up, i tak dalej. Ubrana i w ogóle ogarnięta już praktycznie do wyjścia zeszłam na dół, na śniadanie. Tam dziwnym trafem był tam mój tata z moją mamą.
- Hej wam - powiedziałam ze zdziwieniem. Podeszłam do nich i dałam im po buziaku w policzek. - Tato, a ty nie w pracy?
- Nie - powiedział ze smutkiem. Popił kawę. - Właśnie, musimy ci coś powiedzieć.
- No słucham. - powiedziałam pełna humoru i uśmiechu na twarzy siedziałam wyprostowana i czekałam na odpowiedź, myśląc, że w końcu powiedzą mi to nad czy zastanawiałam się całą noc.
- Kochanie, tylko obiecaj, że nie będziesz zła. - powiedział ze smutkiem tata.
- Dobrze, obiecuje. - szybko odpowiedziałam.
- Straciłem pracę - szybko, niewyraźnie powiedział sobie pod nosem.
Mój uśmiech od razu znikną z twarzy.
- Jak to? Czy ja w ogóle dobrze słyszałam? Straciłeś pracę?
- Tak.
- Tylko ty nas utrzymowałeś. Mama nie pracuje, ja też nie i teraz jeszcze ty?
- Obiecałaś, że nie będziesz zła.
- Ale ja wcale nie jestem - powiedziałam z kpiną.
- Więęęc, mamy z mamą dla ciebie wiadomość, że musimy jechać razem wszyscy do innego kraju, żeby zarobić trochę pieniędzy.
- A dokładnie gdzie?
- Do Irlandii, do Mulingar.
- Aha, spoko.. - powiedziałam i bez śniadania ruszyłam w drogę do szkoły.

Po drodze spotkałam Justin'a.
- Hej - powiedział do mnie całując mnie w policzek - co tam skarbeńku?
- Nic - powiedziałam i szłam dalej jakby go tam wcale nie było, a przecież był.
- Co ty taka nerwowa dzisiaj?
- Bo mój tata stracił pracę i mamy się przeprowadzić do Irlandi.
- Co?  Chyba nie.
- Naprawde, ale wcale nie chcę tam jechać, ale muszę. Przykro mi.
- Mi też.


01 marca, 2014

Rozdział 1. (imagin o Harrym)

*W SAMOLOCIE*
Po jakiś 30 minutach usnęłam, ale myślałam o tym, co teraz będzie. A więc: lecimy do nowego domu. Nowego miejsca, którego nie znam. Moi rodzice znaleźli tam pracę. Będę chodzić do nowej klasy… Powtarzam: JA TAM NIKOGO NIE ZNAM! Jak ja mam tam sobie poradzić? Bella była, jest i będzie moją najlepszą przyjaciółką. Chociaż… Nie wiem co się tam wydarzy. Może poznam nową przyjaciółkę, miłość? A jeśli nawet nigdy nie zapomnę Belli. W tamtej szkole nie było fajnych chłopaków. No bo co jest fajnego w ćpaniu, piciu i paleniu? Nic. A tacy właśnie byli chłopacy z mojej byłej szkoły. Nie gustuje w takich typach. Szczerze? Nie lubię imprez, nic ciekawego się tam nie dzieje. Możecie pomyśleć, że jestem dziwna, ale taka prawda. Wracając: nowa szkoła, znajomi, życie.
Z moich przemyśleń obudził mnie głos mamy.
- Alice wstawaj, zaraz lądujemy.
- Tak długo spałam? – zapytałam.
- Spałaś jak suseł. – zaśmiał się tata.
- Ha ha ha. Bardzo śmieszne. – odpowiedziałam z kpiną.
- Oj no, rozchmurz się! Spodoba ci się tam. To najbezpieczniejsza okolica w całej Anglii i będziesz miała blisko do szkoły.
Nie odpowiedziałam. Nie chciało mi się odpowiadać i w ogóle mówić. Wysiedliśmy po 5 minutach z samolotu. Byliśmy w Londynie. Poznałam to miejsce pi Big Benie i London Eye. Wzięliśmy bagaże i poszliśmy zamówić taksówkę, żeby nią pojechać do tego całego Holmes Chapel. Po niecałych 30 minutach byliśmy na miejscu. Na moich oczach ukazał się niewielki dom z pięknym ogrodem. Rozejrzałam się wokoło, aby trochę się „zapoznać” z otoczeniem. Mój wzrok przykuł dom naprzeciwko, a raczej chłopacy, którzy grali w piłkę nożną. U nas wszyscy chłopacy graliby, ale na komputerze. Jeden z tych chłopaków spojrzał się i uśmiechnął. Obróciłam głową wokoło mnie. Nikogo nie było. Najwyraźniej było to do mnie.
- Alice chodź się rozpakować. – powiedziała mama w moja stronę.
Ocknęłam się i weszłam do środka mojego nowego domu. Od razu w oczy rzuciła mi się duża kuchnia, w podobnej wielkości salon, spora łazienka – a ta wszystko było na parterze. Byłam strasznie ciekawa, co czeka mnie na górze. Jak wygląda mój pokój? Poszłam na górę. Pierwsze co zobaczyłam to długi korytarz. Weszłam do jakiegoś pokoju. To chyba był pokój rodziców. Nieduży, ale przytulny. Następnie znalazłam kolejną łazienkę. Była bardzo podobna do tej na dole. Wreszcie odnalazłam mój pokój. Do trzech razy sztuka, co nie? Był duży. Większy niż ten, który miałam wcześniej. Wzięłam się za rozpakowywanie. Nie chciało mi się, ale kiedyś i tak będę musiała i tak. Po 1,5 godzinie skończyłam. Byłam padnięta. Zanim poszłam spać, wykąpałam się i weszłam na facebooka. Kilka powiadomień i jedna wiadomość – od Belli. Napisała:
„Mam nadzieje, że o mnie nigdy nie zapomnisz. Tęsknie i kocham. X”
Kilka łez wydostały się i poleciały po policzku. Odpisałam:
„Nigdy o Tobie nie zapomnę! Kocham i tęsknie. Buziaczki. Pozdrów tam rodzinkę. X”

Wylogowałam się z fb i położyłam się spać.





Oto jest rozdział 1! Proszę komentujcie, bo nie wiem czy mam dalej pisać czy nie... Albo przynajmniej zagłosujcie. Z lewej strony, na górze jest sonda. To Was tylko chwila, a dla mnie wena do pisania!
Mam nadzieję, że się podoba. :) 
Rozdziały będę starała się dodawać co tydzień. Ale jeśli będę mieć dużo lekcji i nauki, to trochę będę dodawać imaginy.
Podrawiam.
/Pezz x