15 marca, 2014

Rozdział 2. (imagin o Harrym)

PRZECZYTAJCIE NOTKĘ POD ROZDZIAŁEM!!! MIŁEGO CZYTANIA. :)






Obudziłam się bardzo wcześnie, bo o 8. W wakacje lub w weekendy wstawałam około 10, więc to jest mój rekord! Bardzo brawo dla mnie. Zerwałam się z łóżka, wzięłam ciuchy z szafy i poszłam wziąć poranny prysznic. 


Weszłam do łazienki, zamknęłam się na klucz i zaczęłam ściągać z siebie pidżamę. Gdy już byłam całkiem naga, weszłam do kabiny i puściłam ciepłą wodę, która spływała po moim ciele, przyprawiając mnie o dreszcz. Kiedy skończyłam owinęłam się ręcznikiem i wytarłam mokre ciało. Założyłam wcześniej przygotowane ubrania, poszłam do pokoju, wzięłam kosmetyki i wróciłam z powrotem do łazienki umalować się. Nałożyłam trochę podkładu i lekko pociągnęłam rzęsy tuszem. Gdy to zrobiłam uczesałam z brzegu głowy warkocz.

 Kiedy skończyłam zegar wybił godzine 10.
- "Wow. Jaka ja szybka." - pomyslałam i zaśmiałam się sama do siebie. Zeszłam na dół, aby cos przekąsić.
- Dzień dobry. - powiedziałam do moich rodziców i ucałowałam ich w policzek.
- Dzień dobry córeczko. Jak się spało? - zapytała z troską mama.
- Hmm... Nawet dobrze. Na razie nie narzekam. - zasmiałam się. Podeszłam do lodówki i wyciągnęłam jogurt danone gratka do picia o smaku truskawkowym. Mniam!








- Słoneczko, a może pójdziesz się dzisiaj zapisać do szkoły? - zapytał tata.
- Hmmm... No w sumie mogę. - odparłam.
- Od razu pozwiedzasz. - zaśmiała się mama.
- Prawda! - uśmiechnęłam się. - A kiedy macie do pracy? I w ogóle jaką pracę znaleźliście? - zapytałam.
- Ja zaczynam od jutro jako policjant. - powiedział tata.
- A ja od dzisiaj. Pracuję w banku. - powiedziała mama. - Za 2 godziny muszę tam być.
- No to ja pójdę zwiedzać, a później się zapiszę, oki?
- Dobrze, tylko uważaj córeczko.
- Dobrze mamusiu. Pa - odrzekłam.
Założyłam baletki i wyszłam. Poszłam najpierw w lewą stronę. Mijałam za sobą różne budynki i drzewa. Naglę zauważyłam most i rzeczkę. Weszłam na ten most i wpatrywałam się w wodę, gdzie pływały ryby. Postałam tam chwilkę i zawróciłam, idąc w drugą stronę. Mijałam budynki, restauracje i szkołę. Wyjęłam z kieszeni telefon i zobaczyłam godzinę. Była 12:30.
- Czas się zapisać. - powiedziałam sobie pod nosem.
Ruszyłam do bardzo dużego budynku.


Weszłam do środka i zobaczyłam, że wszyscy chodzą po wielki korytarzu. Można się domyślić, że jest przerwa. Przemierzając korytarz w stronę drzwi od sekretariatu, wszyscy mierzyli mnie wzrokiem. W końcu dotarłam do pokoju zwanego sekretariatem. Zapukałam.
- Proszę! - odezwał się wysoki głos kobiety po drugiej stronie
drzwi.
- Dzień dobry, jestem Alice Johnson i chciałabym się zapisać do tej szkoły. - powiedziałam na jednym tchu.
Zauważyłam jakiegoś chłopaka w kręconych, brazowych włosach, któ Przyglądał mi się bardzo dokładnie. To za mało powiedziane. On pożerał mnie wzrokiem. Spojrzałam się na niego krzywo, na co on się zaśmiał. Co było z nim nie tak?
Z przemyśleń o tym loczku wyrwał głos pani sekretarki.
- Hmm... Więc tak. Panna Johnson Alice. Lat? Gdzie mieszka?
- 17 lat i aktualnie mieszkam w Holmes Chapel.
- Aktualnie? - zapytała.
- Tak. Przeprowadziłam się z Polski tutaj.
- Z Polski powiadasz? - zapytał chłopak.
- Tak, z Polski. Głuchy jestes, czy co?
Co za palant. Znowu zaczął się śmiać. Co go tak do cholery śmieszy?!
- Będziesz chodziła do klasy 3B, może być? - zapytała sekretarka.
- Może być. - odpowiedziałam, na co znowu loczek się śmiał. - Z czego się śmiejesz? Dobrze się czujesz? - zwróciłam się do chłopaka.
- Z niczego i tak. Jak najbardziej. - uśmiechnął się. Ehh.. Koleś mnie już mocno wkurzył.
- Proszę, tu jest plan lekcji. W poniedziałek zaczynasz. - powiedziała starsza kobieta.
- Dziękuje. A kiedy się lekcje zaczynają? - zapytałam.
- O 8 się zaczynają, a 14:15 kończą. Masz jeszcze jakieś pytania, Alice?
- Nie, to wszystko. Dziękuje. Do widzenia. - powiedziałam i się odwróciłam w stronę drzwi.
- Do widzenia. - odrzekła pani.
Kiedy wyszłam z sekretariatu ktoś złapał mnie za nadgarstek.
- Ała, puszczaj! To boli! - krzyknęłam.
- Gdzieś się wybierasz piękna? - zapytałzielonooki chłopak.
- Do domu i gówno cie to obchodzi!
- Ojj... Niegrzeczna. Lubię takie. - zaśmiał się.
- Puszczaj albo zadzwonię na policję!
- Psami mnie nie nastraszysz.
Miałam tego dość. Złapałam go za drugi nadgarstek i wykręciłam mu rękę do tyłu.
- Teraz role się odwróciły. Ha ha ha. - zaśmiałam się.
- Ojj... Nie wiesz co robisz mała suko.
- Ojj... Wiem, co robię. Wykręcam ci rękę.
- Nie wiesz, z kim zadzierasz...
- To ty nie wiesz z kim zadzierasz! Mój ojciec jest policjantem. W Polsce chodziłam do jego pracy i się uczyłam strzelać z broni i się obronić przed kimś. Ahh... Zapomniałabym... Chodziłam jeszcze na karate, więc uważaj, loczek.
Puściłam jego rękę, a on się odwrócił i usmiechnął się do mnie.
- To jeszcze nie koniec. Do zobaczenia, Alice.
Wyszłam najszybciej jak mogłam z tej szkoły.














_____________________________________________________________________________

Oto rozdział 2! :) Jak myslicie, co "Loczek" chce zrobić Alice? Chyba się nieźle się zapowiada, co nie?
PROSZĘ WAS: JEŚLI NIE KOMENTUJECIE TO PRZYNAJMNIEJ ZAGŁOSUJCIE W SONDZIE NA GÓRZE, PO LEWEJ STRONIE!
Dla Was to nie całe 30 sekund, a dla nas wena do pisania.
I przepraszam, że tak późno, ale nie miałam jakoś weny i się rozchorowałam w tym tygodniu... :/
Mam nadzieję, że się podoba. :)
/Pezz x

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz